Szukam momentu, gdy coś mnie zachwyca i zaskakuje – rozmowa z Dawidem Tyszkowskim

Szukam momentu, gdy coś mnie zachwyca i zaskakuje – rozmowa z Dawidem Tyszkowskim

Zadebiutował zaledwie cztery lata temu singlem “Koszulka”, dziś ma na koncie już trzy albumy. Na ostatni, “Chciałbym umrzeć z miłości”, składają się dwie wydane w tym roku epki o tym samym tytule. I to one były głównym pretekstem do rozmowy.

Moją pierwszą reakcją po odsłuchaniu drugiej części epki „Chciałbym umrzeć z miłości” było zaskoczenie. Czy to uprawniona reakcja? 

To moja ulubiona reakcja. Chciałbym, żeby zaskoczenie było reakcją na wszystko, co robię i jest to jedyna reakcja, która mnie interesuje. Uważam, że gdy nie ma zaskoczenia, jest nudno. A ja nie chciałbym, żeby tak opisywano moją muzykę, więc bardzo się cieszę. 

Czy jako słuchacz też chcesz być zaskakiwany?

Tak. Najbardziej szukam tego momentu, gdy coś mnie zachwyca i zaskakuje jednocześnie. I kiedy czegoś nie rozumiem, nie znam, nie potrafię skorelować z żadnym znajomym brzmieniem, to wtedy jest to dla mnie coś najbardziej wartościowego. Miałem tak kilka dni temu podczas OFF Festivalu na koncercie francuskiej artystki Oklou. Na co dzień nie słucham elektronicznego hyperpopu, ale na tym koncercie byłem absolutnie zszokowany i wzruszony. Sam chciałbym robić takie wrażenie na moich słuchaczach. 

A czy przyjmujesz do wiadomości taką opcję, że kiedyś w pewnej konwencji, w pewnym brzmieniu poczujesz się na tyle dobrze, że zaprzestaniesz zmian? 

Dużo o tym myślę. Bardzo szanuję tzw. gatunkowość i wiele z moich ulubionych wykonawców jest osadzonych w konkretnych gatunkach, uważam, że jest to wartość. Ale czuję, że dla projektu pod nazwą Dawid Tyszkowski jest już na to za późno. Byłaby to niekonsekwencja z mojej strony. Czuję, że większą wartość ma dla mnie zaskakiwanie niż specjalizacja w konkretnym gatunku. Nie chciałbym, by było inaczej. Od takiej specjalizacji będę miał inne projekty, na przykład zespół Ewa Koc, który tworzę z Błażejem Królem. To zespół typowo gitarowo-rockowy. 

A czy bywa tak, że sam jesteś zaskoczony tym, co powstaje w procesie twórczym? 

Zaskoczył mnie kierunek, w jakim rozwija się właśnie Ewa Koc, bo gitarowy rock nie jest kierunkiem, w którym sam z siebie bym ruszył. Nie spodziewałem się, a jednak. Zdarza się więc, że jestem zaskoczony, ale w przypadku tworzenia moich solowych rzeczy wszystko jest dokładnie wcześniej przemyślane, sam wyznaczam sobie kierunki. Nie mówiłbym więc o zaskoczeniu, ale bardziej o wyzwaniu. Kiedy już wymyślę sobie jakiś koncept brzmienia, chcę to, co mam w głowie zmaterializować w postaci dźwięku. 

Mówisz, że rock nie jest kierunkiem, który jest Ci jakoś artystycznie bliski, ale jest na drugiej część epki utwór bardzo rockowy, czyli „Kości”. 

Ta piosenka jest wynikiem zbiegu kilku sytuacji. Pisałem ją sam z myślą, że będzie to potencjalne demo, które opracujemy z Ewą Koc, ale tam ta piosenka nie siadła. Uznałem więc, że skoro nie miałem nigdy u siebie takiej klasycznie rockowej piosenki, to znów będzie to zaskoczenie. Efekt finalny wynika ze współpracy z zespołem, z którym gram na żywo, czyli Wawrzyńcem Topą, Patrykiem Zieliniewiczem, Ignacym Matuszewskim i Maciejem Hubczakiem. W „Kościach” znalazło się więc miejsce, by każdy mógł pokazać to, co umie najlepiej.

Zaskoczył mnie także tytuł epki, bo o ile na pierwszej części miłość jako uczucie się pojawia, to mam wrażenie, że na drugiej części jest jej niewiele. 

Także mam takie poczucie, ale tytuł został wymyślony przy pierwszej części. Dobrze mi pasował, czułem, że ma pewną wartość w nawiązaniu do tekstów Przemka Myszora, Wojtka Powagi i utworów Artura Rojka. Zespół Myslovitz miał na mnie duży wpływ, więc jest to oddanie im hołdu, pokazanie, że ja i moje teksty jesteśmy duchowymi krewnymi Myslovitz. Może brak odniesień do miłości na drugiej części epki jest ostatecznie moim błędem, ale tak wyszło. 

W „Walczyku” z pierwszej części padają te najbardziej oczywiste słowa w historii popkultury, czyli „kocham cię”, ale w Twojej twórczości emocje są raczej trudne i nie aż tak oczywiste. Czy łatwo się pisze o trudnych emocjach? 

W zasadzie nie umiem pisać inaczej, te emocje są dla mnie najbardziej inspirujące. A wspomniany przez Ciebie wers jest prosty, ale jednak włożony do konwencji, która go jakoś skrzywia. Użycie innych kontekstów dookoła sprawia, że pewne czasem oczywiste słowa można czytać inaczej. Ale dla mnie taki sposób pisania jest najbardziej naturalny. 

Przy pierwszej części epki, którą dostałam w wersji promocyjnej na kasetach, pojawia się słowo „słuchowisko”. Podejrzewam więc, że „Chciałbym umrzeć z miłości” nazywasz nie tylko albumem. 

W trakcie studiów pracowałem w radiu studenckim, od zawsze ciągnęło mnie do radia, a słuchowisko kojarzy mi się właśnie z radiem, a także z audiobookiem, gdzie jest jasny podział na dialogi, jest muzyka w tle. Chciałem więc całą epkę włożyć w szerszy kontekst. Już przy poprzedniej płycie „Mam szczęście”, przy każdym singlu, na swoim Instagramie pisałem krótką prozę, dodawałem historyjkę, którą miałem w głowie, gdy pisałem tekst. Było to dla mnie ważne, bo dodawało kontekst, który pomagał głębiej zrozumieć utwór. Teraz także do każdej piosenki stworzyłem słuchowisko, które jeszcze bardziej zachęca do skupienia się na odbiorze płyty.

Postanowiłeś umieścić na epkach przerywniki, tajemniczo zatytułowane liczbami, które są zapisem improwizacji na próbach z Twoim zespołem. 

Dokładnie, na pierwszej części są to fragmenty z dyktafonu, który mieliśmy włączony w trakcie improwizacji. Powycinałem z nich fragmenty, w których po raz pierwszy pojawiała się charakterystyczna melodia z utworu, który potem znalazł się na epce. Czułem, że to są wyjątkowe momenty narodzin piosenki, pierwszych przebłysków. I te tzw. skity mają dawać poczucie ciągłości, większej historii, którą trzeba odbierać w całości. 

Kiedy możemy spodziewać się płyty wspomnianej już Ewy Koc? 

Album jest już nagrany, trwają ostatnie szlify, jesteśmy już gotowi na niemal 100%, więc za chwilę będziemy moglimogi powiedzieć więcej. Płyta ukaże się jesienią, ale już teraz można usłyszeć nas na letnich festiwalach, mamy ogłoszoną trasę. Choć ludzie nie znają jeszcze tych piosenek, na koncertach działa energia, słyszę bardzo dużo pozytywnych opinii. Cieszę się z tego, bo mamy z grania przede wszystkim bardzo dużo zabawy.

A czy Ewa Koc nie zabierze Dawida Tyszkowskiego Dawidowi Tyszkowskiemu? 

Myślę, że miejsca starczy dla wszystkich. Ewa Koc jest odskocznią i daje czas na przegrupowanie sił u Dawida Tyszkowskiego.  

Fot. Krzysztof Tomaszewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *