Zespół Kiedyś Było Niebo właśnie zadebiutował minialbumem “Chaos za spokój”. Znajdziecie na nim sześć piosenek utrzymanych w solidnie rockowym klimacie. W końcu grupa dysponuje trzema gitarzystami i nie waha się korzystać z ich umiejętności. Do tego fajne melodie i teksty, w które warto się wsłuchać – ot co wystarczy, by nie trzeba było namawiać mnie długo na rozmowę.
Zanim jeszcze posłuchałam Waszej muzyki, pomyślałam sobie, że zespół, który nazywa się Kiedyś Było Niebo nie może grać źle…
Adrian Rozenkiewicz (gitara): Mieliśmy parę pomysłów na nazwę, dosyć długo o tym myśleliśmy, ale odsuwaliśmy decyzję w czasie, bo stwierdziliśmy, że ważniejsze od nazwy jest robienie materiału. I że nie będziemy cisnęli i wywierali na sobie presji, żeby wymyślić ją na siłę wymyślić. W zasadzie na samym końcu procesu tworzenia w ukryciu przed światem nazwę wymyślił Emil.
Mariusz Puszczewicz (wokal): Rzucił nazwę trochę z rezygnacją, na zasadzie: a może to?
Adrian: Zawsze mówimy, że kiedyś było niebo i być może jeszcze będzie.
Kiedyś były czasy, a teraz nie ma czasów?
Mariusz: Nie, na szczęście nie. Nie wydaje mi się, że chcieliśmy tą nazwą definiować obecnej rzeczywistości. Wierzymy, że będzie inaczej, ale aktualnie na świecie jest bardzo dziwnie. Kiedy mówimy, że niebo jeszcze będzie, mówimy to z nadzieją, którą chcemy dać innym: kiedyś było niebo i to jest najlepsze, co nam zostało, a dzisiaj jest lepsze niż to, co było wczoraj.
Adrian: Mam w głowie ogólną kondycję świata. Wszystko, co się dzieje – od środowiska porządzących ludzi – wszędzie jest bardzo nie po mojemu. Ja bym radził każdemu kupić sobie leżak i poleżeć sobie zamiast atakować inne narody. To jest mój plan na pacyfizm.
Radzilibyście rządzącym, żeby zaczęli grać zamiast prowadzić wojny?
Adrian: Oczywiście. Make music not war. Nie jesteśmy polityczni – żeby nie było – ale ciężko obojętnie przejść wobec tego, co się dzieje. Wisi nad nami jakieś widmo nieciekawych sytuacji. Oczywiście mam nadzieję, że nic się nie stanie. Póki co możemy grać piosenki, więc z tego się cieszymy.
Muzyka rockowa była i wciąż bywa muzyką buntu, sprzeciwu wobec rzeczywistości. Rozumiem, że taka postawa niekoniecznie jest Wam bliska.
Mariusz: Bardzo chcieliśmy uciec od takiego postrzegania muzyki rockowej, bo uważamy, że i tak nasze społeczeństwo jest mocno podzielone, a problemy, o których wspominamy, wynikają z takiego ogólnego i obiektywnego podejścia co do dobra i zła. Nie chcemy być drogowskazem dla nikogo. Muzyka daje nam frajdę, po prostu.
Kiedyś Było Niebo to nie jest Wasz pierwszy zespół, prawda? Macie muzyczną przeszłość.
Mariusz: Poznaliśmy się chyba dobre 15 lat temu.
Adrian: Chyba nawet więcej…
Mariusz: Przestaliśmy liczyć, bo to już wstyd. Dawno temu stworzyliśmy w sumie twór 4.piętro, bo poznaliśmy się na czwartym piętrze akademika. Grając covery zagraliśmy co najmniej kilkadziesiąt gigów. Graliśmy wtedy po trzydzieści parę numerów. Struny pękały, palce krwawiły. Z tego narodził się zespół Bacteryazz, który lokalnie też trochę zwojował, wydaliśmy z nim dwie płyty i epkę. Z tej grupy narodził się Tarantino Unplugged. Graliśmy przearanżowaną muzykę z jego filmów. Potem przyszła pandemia i wszystko szlag trafił.
Adrian: Była chwila posuchy, ale zadzwonił do mnie Mariusz z pytaniem, czy robimy nowy zespół. Zgodziłem się, każdy dokoptował po dwie osoby, które grały wcześniej przynajmniej w jednym zespole (śmiech). I tak powstała koszalińska supergrupa (śmiech). Dzięki temu od razu spotkaliśmy się z dużym zainteresowaniem, zanim ukazało się jakiekolwiek nasze wydawnictwo, udało nam się mieć sold out na pierwszym koncercie. Oczywiście przed nami ciężkie zadanie przebicia się dalej i głębiej w Polskę. Konkurencja jest spora, ale wiemy, że co nieco potrafimy.
A więc trasa?
Adrian: Mamy wieloletnie doświadczenie, wiemy, czym to się czasem kończy: jedziesz 700 kilometrów, a na koncert przychodzą 24 osoby. Oczywiście te 24 osoby są super, bo czy przyjdą dwie, 24 czy 700, dla każdego gra się pełne koncerty. Kiedyś z Bacteryazz zagraliśmy koncert dla żadnej osoby i w międzyczasie przyszła jedna, ale po trzech numerach wyszła. Więc zawsze gramy, ale musimy też patrzeć na ekonomię, więc staramy się teraz już nie robić takich rzeczy. To, że graliśmy wcześniej w innych zespołach dało nam know-how: wiemy co robić, czego nie, więc staramy się omijać te błędy, które często doprowadzały do niepotrzebnych sytuacji i napięć.
Mariusz: Próbujemy się dostawać na przeglądy, konkursy, staramy się o suporty, więc trasa nie jest jedną drogą wyjścia w Polskę, choć oczywiście jej nie wykluczamy. Jeśli uda nam się zagrać 10-13 koncertów na przestrzeni roku to będzie super.
Ciężko jest być młodym zespołem w tym kraju.
Mariusz: Ciężko, ciężko. Koszalin ma też tą logistyczną wadę, że leży z dala od dużych miast. Nawet na Bornholm mamy bliżej. Ale nie poddajemy się.
Czy to, że jest Was w zespole szóstka nie rodzi sporów na poziomie artystycznym?
Adrian: Można by pomyśleć, że zwiększona ilość to jest więcej problemów, a mam wrażenie, że ta liczba jest bardzo optymalna i chyba jest nawet lepiej niż gdybyśmy mieli grać tylko we czwórkę. Dodatkowo każdy ma w zespole swoją dodatkową działkę obok muzyki: ktoś zajmuje się streamingami, ktoś odpisuje na maile, jest co robić. Póki co głównymi kompozytorami jesteśmy ja i Emil, i wszystkim muszą się podobać te pomysły. Oczywiście żartuję, ale rzeczywiście wszystkim się podobają (śmiech). Potem pomysły szlifujemy wspólnie, by miały ręce i nogi.
Mariusz: Najpiękniejsze jest to, że lubimy się, współpracujemy, każdy ma ten sam cel, wszystkim się chce grać. Punktem wyjścia przy budowaniu składu było to, żebyśmy się co najmniej akceptowali(śmiech). Atmosfery nie da się oszukać, ona zawsze jest wyczuwalna i wychodzi na każdej płaszczyźnie naszej współpracy.
Co przed Wami?
Mariusz: Mamy już materiał na drugi album. Na pierwszy minialbum nagraliśmy te numery, co do których mieliśmy pewność, że są ograne i że ich przekaz jest spójny. Mamy więc sporą ilość materiału, która nie do końca pasowała by nagrać ją wtedy, poza tym część piosenek jeszcze nie miała wówczas tekstów. Może nie każdy wie, ale tworzenie materiału to dużo pracy, nie zawsze da się po prostu usiąść i coś z siebie wykrzesać. Oprócz tego, że mamy numery w rockowych klimatach, mamy kilka numerów, które mają trochę inny charakter, bardziej nostalgiczny czy romantyczny. Są i numery bardzo festiwalowe, bardzo „do przodu”, zobaczymy więc jak ułożą się proporcje. Na pewno chcielibyśmy mieć dodatkowy materiał na jesienne koncerty.
Adrian: Możemy już zdradzić, że będzie to także minialbum. Nie ma co ukrywać, żyjemy w czasach singlowych, ale my jesteśmy tradycjonalistami i mimo że inni pukają się w głowę, wydajemy też płytę na nośniku fizycznym. Mini album to kompromis pomiędzy tym, co zewnętrzne, a tym, co nasze.
Mariusz: Chcielibyśmy mieć dla kogo grać i żeby ludzie nas słuchali. Bo o to chyba w tym wszystkim chodzi.
Kiedyś Było Niebo tworzą:
Mariusz Puszczewicz – wokal; Adrian Rozenkiewicz – gitara, pad; Emil Bajer – gitara; Michał Goldfarb – gitara; Rafał Zieliński – bas; Marcin Stachowski – perkusja
