Jestem na rozwojowym zakręcie – rozmowa z Paulą Romą

Jestem na rozwojowym zakręcie – rozmowa z Paulą Romą

Głosem i muzyczną wrażliwością zachwyca od pierwszego albumu. W maju ukazał się jej album numer 4, “Z resztek”. Przy tej okazji rozmawiamy nie tylko o muzyce, ale także o jej związkach z jedzeniem i o akceptacji losu.

Jak określiłabyś miejsce, w którym teraz jesteś? 

Jestem w procesie, w drodze. Czuję, że jestem gdzieś w połowie lub w dwóch trzecich tej drogi i określiłabym, że obecnie jestem na takim rozwojowym zakręcie. Nabrałam rozpędu, czuję, że jeszcze mam dużo do powiedzenia, ale też że już jest bardzo dobrze. 

Powiedziałaś, że jesteś w dwóch trzecich drogi, czyli wiesz dokąd ta droga prowadzi? Co jest na końcu albo jak wyobrażasz sobie metę?

Wcześniej wydawało mi się, że wiem. Teraz raczej mam przekonanie, że nic nie jest pewne i że nie mam pojęcia, co będzie na końcu. Kiedyś moim marzeniem było, żeby na końcu tej drogi były własne trasy koncertowe, był słuchacz. Moim marzeniem było utrzymywanie się z muzyki, bycie muzykiem na cały etat życiowy. I to wszystko się spełniło. Kilka innych założeń, marzeń jest jeszcze pod znakiem zapytania, z tym, że ja nie mam pojęcia, co się z nimi wydarzy i zostawiam je losowi, bo nie mam możliwości kierowania nim. Widzę, że niezbadane są ścieżki, czasami życie absolutnie mnie zaskakuje, nigdy bym nie wymyśliła sobie scenariusza, jaki mi pisze. Więc nie mam pojęcia, co będzie na końcu, ale patrzę z ekscytacją w przyszłość. 

Czasem myślę, że to dobrze, że nie do końca mamy tę pewność, co będzie dalej. Inaczej byłoby nudno. 

Myślę, że tak. Myślę, że gdyby ktoś powiedział, że wie dokładnie, co jest na końcu tej ścieżki, to byłby serio dziwny (śmiech). 

Tytułowe resztki kojarzą nam się raczej negatywnie, ale pomyślałam, że jeśli potraktujemy je jako zasób, punkt wyjścia, mogą okazać się czymś pozytywnym. 

Tu traktowałam resztki jako końcówkę, czuć, że się zmieniłam i że to jest koniec dotychczasowego etapu. A skoro koniec, to za rogiem czuję i widzę nowy początek. Więc jeśli spojrzymy na to filozoficznie resztki na pewno mogą być jednocześnie i końcem, i początkiem.

Wiedziałam też, że tytuł “Z resztek” będzie dyskusyjny, zaczepny, wybrałam go świadomie i z dużą pieczołowitością, bo czułam, że jak powiem, że płyta jest “z resztek”, to to trochę skojarzy się pejoratywnie, z odpadami. Czułam, że będzie o czym rozmawiać.

Nigdy nie chciałabym, aby moje płyty nosiły tytuły nudne i przewidywalne, więc z bardzo dużą pieczołowitością wybierałam także ten tytuł. Dla mnie po prostu te resztki też wcale nie były takie łatwe. Śpiewam, że zbieram część z tych resztek, że czasami jest bardzo ciężko.

W tekstach bardzo mocno staram się tłumaczyć, że te resztki… Moje resztki są bardzo osobiste, a każdy z nas ma swoje. Czasem to są krańce wytrzymałości, czasem to są resztki emocji, czasem to są jakieś piękne rzeczy, czasem bardzo smutne.

Resztki potraktowałam na albumie bardzo szeroko, ale przede wszystkim myślałam o resztkach emocji.

Czy w takim razie możemy traktować ten album jako zamknięcie jakiegoś rozdziału w Twojej twórczości?

Każdą płytę traktuję jako zamknięcie i otwarcie. Chciałabym się kiedyś cofnąć w czasie i przypomnieć sobie moment, kiedy sześć lat temu podpisałam kontrakt z Warner Music Poland. Miałam w nim zapis konkretnej ilości płyt do zrobienia, ale bez określenia czasu, w jakim muszę je stworzyć. Pamiętam, że zadzwoniłam wtedy do mamy i powiedziałam: mamo, ja nie wiem, czy ja będę kiedykolwiek w życiu w stanie napisać tyle piosenek. Boję się, że nie podołam. A moja mama mówi: no co ty, napiszesz jeszcze 10 razy więcej. Wtedy zaczynałam dopiero pisać sama dla siebie i bałam się, że ta droga, że ten początek i ten koniec w tym kontrakcie, który był ujęty ilością albumów, że jest dla mnie nie do dosięgnięcia.

A dziś… Ten kontrakt właśnie się kończy. I mam jeszcze ponad… Jeśli sięgnę wszystkich szkiców w zeszycie i na dyktafonie, uzbieram na pewno ponad sto piosenek.

Niezbadane są losy, niezbadane jest to wszystko… Chciałabym, żeby “Z resztek” otwierał dla mnie kolejne drzwi. Płyta dotarła do ósmego miejsca sprzedaży na OLISie. Zaskoczyło mnie to, to jest naprawdę coś. I coś wielkiego dla mnie. Rozmawiam już o kolejnych płytach, zainteresowanie mediów jest duże. Myślę, że “Z resztek”  przekonała wiele osób, że jednak nie zrezygnuję, że jestem trwale na obranej przez siebie ścieżce, że jestem wytrwała. I mam nadzieję również, że czuć i widać jakość, którą chciałam za wszelką cenę utrzymać.

Dedykujesz ten album wrażliwcom, którzy na barkach noszą emocjonalność każdego dnia. Jaka to jest piękna dedykacja… Wyobrażam sobie, że dedykujesz ten album także sobie, bo Ty i Twoi słuchacze dzielicie podobną wrażliwość. 

W stu procentach. I piękne jest to, że na koncertach czy na mojej grupie na Instagramie, czy wszędzie, gdzie mam jakiś kontakt z ludźmi, czuję to. Mam z fanami bardzo bliski kontakt. Staram się też trzymać oczywiście zdrowy rozsądek, zdrowy dystans, choć nie jest to do końca moje. Czuję, że moi fani to ludzie wrażliwi jak ja, wiem, że oni wybierają tę muzykę nieprzypadkowo. A skoro wspierają mnie w drodze mogłam inaczej zadedykować tej płyty, bez nich wiele z tej płyty by nie było.

A czy zdarza się, że po koncertach właśnie fani podchodzą do Ciebie i dzielą się swoimi historiami, do których Twoja muzyka była ścieżką dźwiękową? 

Oczywiście. Przechodzenia z muzyką przez trudne momenty jest więcej, ale gdy wydałam “Śmiało” fani pisali mi, że zaczynają od tego utworu dzień, że on daje energię.  

Najczęściej słyszę jednak, że moje piosenki dotykają smutku. Jestem takim przekaźnikiem. 

Dla mnie to najważniejsza rola muzyki, kiedy możemy się utożsamić i poczuć, że nie jesteśmy sami i że gdzieś po drugiej stronie jest ktoś, kto myśli podobnie, kto czuje podobnie i kto wspiera trudną codzienność. Ale przejdźmy do przyjemności, bo przyjemnością jest także jedzenie, a w koncepcji wizualnej  “Z resztek” jest dużo odniesień do jedzenia. I nie jest to pierwszy raz. 

Ta historia zaczyna się 12 lat temu, gdy miałam 21 lat i chciałam być artystką, muzyczką. Zgłosiłam się do The Voice of Poland, ale już rok później poznałam mojego obecnego męża. Przeprowadziliśmy się dość szybko do Francji, przez prawie dwa lata mieszkaliśmy w Paryżu. Niewiele wtedy miałam, wzięłam ze sobą marzenia, wzięłam ze sobą odwagę. Naprzeciwko naszego mieszkania był bazarek, gdzie sprzedawali lokalni kupcy. Zakochałam się tam w produkcie, w jego jakości i w kuchni. Zaczęłam gotować, poszłam na kilka kursów kulinarnych, nakupowałam sobie multum książek kulinarnych i od tamtej pory moja miłość do kuchni po prostu wybuchła. Wtedy obiecałam sobie, że jeśli będę robić płyty, to jakoś połączę muzykę z jedzeniem, bo kocham gotować i wsiąkłam w nie absolutnie. Gdy wróciliśmy do Polski okazało się, że śpiewam i tańczę tylko i wyłącznie gotując. Okazało się, że to daje mi najwięcej spełnienia. Stąd pomysł i jego jego kontynuacja na “Z resztek”. 

Sporo jest na tym albumie tak zwanych featów – z Kathią, Sarsą i Michałem Lange. 

Bardzo chciałam z nimi współpracować. To był mój świadomy wybór, podobnie jak wszystko, co dotyczy mojego życia lub kariery. Wymyśliłam sobie obecność całej trójki i po prostu się do nich odezwałam. Wszyscy dysponują głosami, które idealnie mi współgrały na tym albumie. 

Przyznam się, że Ciebie i Kathię postrzegałam trochę jak równoległe osoby, równoległe artystki. Obie jesteście dla mnie też symbolem głębokiej kobiecości, głębokiej emocjonalności i odwagi, żeby o tym mówić i niczym się nie krygować. Obie jesteście pewne swojej drogi i tego, dokąd chcecie iść, przez co jesteście niezależne. Dlatego moją faworytką jest “Robisz mi w głowie ogień” z Kathią. To piosenka, która kojarzy mi się z “Czułymi przestrzeniami”, które na poprzednim albumie zaśpiewałaś z Belą Komoszyńską. 

Też tak czuję, że “Robisz mi w głowie ogień” jest pewną kontynuacją “Czułych przestrzeni”, może nieco bardziej drapieżną, bardziej parną. W kwestii tego, co powiedziałaś, tej kobiecości, odwagi, to o tym właśnie jest piosenka. Nie wyobrażam sobie żeby na albumie nie było takiej opowieści, takiego statementu, tekstu, gdzie możesz usłyszeć, że ta kobiecość aż kipi, jakkolwiek by to nie zabrzmiało.

Współpraca z Sarsą jest ukłonem w – nie chcę powiedzieć komercyjną – ale może trochę bardziej popową stronę. Bardzo świadomym.

Tak, w ten sposób chciałam wyjść z podziemia do mainstreamu. Jak słusznie wyczułaś, to też był zabieg bardzo celowy, celowy był dobór artystki i celowy był dobór produkcji tej piosenki. Chciałam wyjść do mainstreamu, chciałam trochę pokazać się, że umiem w pop i potrafię opowiadać popowe historie. Jestem szczęśliwa, że ten utwór powstał, bardzo go lubię i słuchacze też bardzo go lubią. Z drugiej strony jest mi trochę smutno, że nie przyjęło go mainstreamowe radio. Ale pogodziłam się z tym, widać nie wszystko jest nam na drodze pisane i nie wszystko jest pewne, więc cieszę się po prostu z kształtu płyty i z tego, jak ta piosenka się ładnie wpasowuje w cały album.

Kiedy coś nie idzie po mojej myśli, powtarzam sobie, że to nie jest ten moment. 

Czuję, że moja droga jest słuszna, ale okoliczności czasem nie da się okiełznać. Nawet jeśli marzę o piosence w radio, w stacji XYZ i chciałabym czasami być po prostu bardziej widoczna, to nie chcę tego robić za wszelką cenę i na siłę. Tak to czuję. 

Ostatnio w jednym z wywiadów dziennikarz powiedział mi, że należę do tych osób, co tak w ogóle się nie pchają, nie próbują, a powinnam być bardziej widoczna. Starałam się mu wytłumaczyć, że nie zawsze jest tak, jakby byśmy chcieli i nie zawsze jest tak, że wszędzie, gdzie ja się próbuję dostać, to mnie chcą. Czasem mnie chcą, czasem mnie nie chcą i takie są realia, że nie wszystko, co chcemy, to mamy na wyciągnięcie ręki. I nie wszystko da się wycisnąć z losu tak łatwo jakby się mogło wydawać. Nie każde drzwi są dla mnie otwarte i nie boję się już o tym mówić, że nie mam pojęcia czy te, które są zamknięte kiedykolwiek się otworzą. Kiedyś myślałam, że nie wypada o tym mówić.

Jedna z piosenek nosi tytuł “Nie wypada”. Postrzegam ją także jako deklarację niezależności i uwolnienia z kulturowych norm. 

W procesie tworzenia tej płyty byłam w takim dziwnym miejscu, w takim zakręcie żalu, jakiegoś zgubienia, bo każda płyta ma jakieś swoje emocjonalne etapy. Gdy pisałam “Nie wypada” to był taki moment albumu, że byłam zmęczona szukaniem drogi do radia i nie chciałam kalkulować, chciałam nagrać bardzo swoją płytę, bardziej czułą. Dużo nasłuchałam się co wypada, co nie, jaka ja mam być, jaka mam nie być. Tego dnia w studio nazbierało się i dlatego napisałam ten kawałek w taki właśnie manifestacyjny sposób. Mówię tu: dajcie mi spokój, ja naprawdę wiem co mi wypada, co nie wypada. Mam dojrzałe, ułożone życie i nie jestem dziewczynką, która ma 15 lat i której łatwiej się podpowiada i steruje. Mając te 30 lat i czwartą płytę na koncie, nie chcę słuchać od obcych ludzi słuchać, co powinnam, szczególnie że od sześciu lat jestem na swojej drodze i bronię jej jak lew. 

Czego Ci życzyć na tym twórczym zakręcie? 

Myślę, że więcej koncertów. Wytrwałości i świeżości w robieniu piątej płyty, bo na pewno za kilka miesięcy gdy skończymy promować ten album, a ja ochłonę i złapię trochę dystansu zaczniemy pracę nad kolejnym.Chciałabym płynąć razem z nurtem tej rzeki płynąć, pozostać wierna sobie i swoim wartościom, przekonaniom. I to jest dla mnie chyba najważniejsze w całej tej mojej drodze muzycznej. 

fot. Dominika Ciechowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *