Bartek Wąsik “Pianorizon”

Bartek Wąsik “Pianorizon”

Rzadko śnią mi się muzycy i muzyka. Ale jakiś czas temu przyśniła mi się ta płyta, „Pianorizon” Bartka Wąsika. Jej okładka. I dźwięki. Obiecałam opowieść o tej płycie.

Bartka możecie znać między innymi z Kwadrofonik (genialna płyta „Astronomia poety” nagrana razem z Melą Koteluk), ze współpracy ze Stanisławą Celińską, z cyklu koncertów Pianokrąg w warszawskiej Królikarni czy jako interpretatora piosenek Radiohead na płycie „Daydreamer”, o której opowiadał także na łamach Made by Sound.

„Pianorizon” jest pierwszą solową i autorską płytą pianisty, jak czytam w notce prasowej: „podsumowaniem jego muzycznych i artystycznych doświadczeń ostatnich kilku lat. To pierwszy, tak bardzo osobisty autoportret pianisty, utrwalony dźwiękami fortepianu, subtelną elektroniką, inspirowaną organicznymi brzmieniami oraz fragmentami własnych nagrań terenowych. Jego nowa płyta to intymna opowieść spleciona z neoromantycznych miniatur skupionych wokół emocji i migracji uczuć”.

Brakuje mi kompetencji do wypowiadania się o muzyce instrumentalnej, o strukturze, o kompozycji. Wiem natomiast dobrze, jak ona na mnie działa. „Pianorizon” od dnia premiery, od kwietnia 2025 roku, jest jak bezpieczna przystań, do której uciekam regularnie, gdy rzeczywistość zaczyna ciążyć. Ta rzeczywistość, gdy zderza się to, co łagodne z brutalnością, mroku ze światłem, jak w „Dialouge”. Jedno bez drugiego nie może istnieć, a gdy to, co ciężkie, na szczęście można się schować w smutku „Solitude” czy kontemplacji „Movement”. Można odnaleźć się w „We Used to Have Brave Hearts”, jedynej kompozycji z głosem i pięknym tekstem o miłości.

„Pianorizon” słucham najczęściej… w tramwaju. Jest odtrutką na całe ADHD tego świata, plątaninę języków, ciążącą głowę, kalendarze, informacje, zdjęcia gruzów, na hałas miasta. Na zmęczenie i bliżej nieokreśloną tęskontę. W końcu – dziś – na post-urodzinowy smutek bez powodu.  

„Pianorizon” jest jak medytacja patrzenia w okno pociągu podczas samotnej podróży lub dźwięki, które słyszysz, gdy wpatrujesz się w fale. Jest dla mnie powrotem do ustawień fabrycznych, gdy wszystko znów jest białą kartką. „Czas rozpłynąć się w jasności serca”. Posłuchajcie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *